|
|
|
|
| Czytelnia -- Szkolenia menedżerskie -- Zespół jest dobry na wszystko |
|
Zespół jest dobry na wszystko
Pojęcie racy zespołowej święci triumfy w naukach o zarządzaniu. Wielość oferty szkoleniowej związanej z budowaniem zespołów, rozpoznawaniem własnej roli zespołowej świadczy o sporym zainteresowaniu tą tematyką wśród firm. W publikacjach i na szkoleniach praca zespołowa bywa przedstawiana jako remedium na większość kłopotów współczesnych firm. Menedżerowie chwalą się umiejętnością budowania zespołów i wskazują tę umiejętność jako źródło wielu sukcesów. W tym artykule chciałbym przyjrzeć się nie tyle korzyściom związanym z pracą zespołową – bo te wydają się być wystarczająco dobrze znane – ile ograniczeniom pracy zespołowej. Synergia rozbitków.Często wskazuje się na tzw. efekt synergii, czyli wzajemne wzmocnienie efektów pracy indywidualnej poprzez współpracę zespołową. Wiele specjalnie zaprojektowanych ćwiczeń wykonywanych podczas szkoleń w sposób spektakularny udowadnia istnienie tego efektu. Jedno z popularnych ćwiczeń polega na tym, że uczestnicy najpierw indywidualnie, a następnie grupowo mają wybrać zestaw rzeczy niezbędnych dla przetrwania po katastrofie statku. Wyniki tego ćwiczenia są najczęściej takie, że zespół ma znacznie lepsze wyniki niż pojedyncze osoby. Jednak nie tak rzadko zdarzało mi się, że indywidualne wyniki bywały lepsze od zespołowych. Kiedy tak było? Czy geniusz powinien współpracować z innymi?Jedną z sytuacji, kiedy wyniki indywidualne kilku osób były wyższe niż grupy, była sytuacja, kiedy w grupie znajdowała się osoba znacznie przewyższająca poziomem innych. Jeśli ta osoba nie potrafiła przekonać innych członków grupy do swoich idei, to z reguły, ulegając głosom innych, niejako „równała w dół”, dostosowywała się do opinii większości. Mechanizm ten można wyjaśnić faktem istnienia silnych norm grupowych, do przestrzegania których obligowani są wszyscy członkowie grupy. Przymus przestrzegania norm grupowych jest bardzo silny, ponieważ grupa dysponuje wieloma narzędziami przywoływania „dewiantów” (myślących inaczej niż większość) do porządku. Narzędzia te sprowadzają się do różnych form odrzucenia, nacisku, presji, zawstydzania. Są one tak silne, ponieważ jesteśmy w nich trenowani od dzieciństwa, a ponadto potrzeba przynależności do grupy bywa silniejsza niż potrzeba posiadania racji. Jeśli nasza pozycja w grupie nie jest zbyt stabilna (jesteśmy jej zwykłym członkiem), to istnieje duża szansa na to, że jeśli nawet jesteśmy „mądrzejsi” od pozostałych członków zespołu, to ulegniemy grupie, w efekcie realizując gorsze rozwiązania. W tym wypadku praca zespołowa jest gorsza niż praca indywidualna. Gdyby Einstein pytał o zdanie członków własnego zespołu pracowniczego, trudno zgadnąć co by z tego wyszło.... Złota rączka do wszystkiego.Kiedyś podczas zajęć dla słuchaczy Podyplomowego Studium na Politechnice przeprowadziłem wspomniane ćwiczenie z rozbitkami. Przy podliczaniu wyników okazało się, że kilka grup wypadło znacznie gorzej od pozostałych. Kiedy próbowaliśmy dojść przyczyn, okazywało się, że w gorszych grupach byli kapitanowie Żeglugi Wielkiej. Fakt ten był zastanawiający, zważywszy na okoliczność, że ćwiczenie dotyczyło katastrofy morskiej. Uczestnicy mówili, że ich dyskusja była zdominowana przez Kapitanów. W końcu każdy z nich był niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie. To znaczy, wszyscy myśleli, że był autorytetem, ponieważ żaden z nich tak naprawdę (i dzięki Bogu) nie był ofiarą katastrofy. Jednak, mimo że nie mieli racji, ich opinie przeważały i ich zdanie w efekcie było znacznie ważniejsze niż pozostałych członków grupy. Ilustrowane powyższą historią zjawisko nosi dźwięczną nazwę „kapitanozy”. „Kapitanoza” polega na tym, że szef, autorytet lub osoba uchodząca za niego zawsze narzuci grupie, zespołowi swoje zdanie. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy szef kompletnie nie ma racji. A grupa nie potrafi mu się przeciwstawić. Kocha, lubi, szanuje...
Parokrotnie zdarzyło mi się, że zespoły nie dochodziły do porozumienia w ogóle i nie oddawały na czas pracy. Co ciekawe, działo się to za każdym razem z innych powodów. Jedna z grup miała tak dużą różnicę zdań, że nie zdołali wypracować jednolitego stanowiska w błahej skądinąd sprawie. Analizując przyczyny tego stanu rzeczy doszliśmy do wniosku, że w grupie było dwóch zwalczających się liderów, z których każdy zdołał zebrać „pod swoimi sztandarami” kilku członków grupy. Rywalizacja była ostra, pojawiały się zachowania manipulacyjne: dyskredytowanie propozycji partnera, wyśmiewanie oraz cała gama innych równie silnych zachowań. Grupa została skutecznie skłócona, co uniemożliwiło wypracowanie jakichkolwiek efektów. Inna z kolei grupa także „nie wyrobiła się na czas”, nie oddała wyników pracy. Tym razem jednak, nie o konflikty i rywalizację chodziło, ale o coś wręcz przeciwnego. Grupa składała się z osób wyraźnie czujących do siebie tzw. „miętę”. Całość prac została zdominowana przez zachowania, które obserwator zewnętrzny bez trudu zidentyfikował jako flirt. Także tym razem procesy grupowe (jakkolwiek sympatyczne) uniemożliwiły postęp prac. Wespół, w zespół, by moc swą móc wzmóc...
Krótki przegląd rezultatów ćwiczenia zaprojektowanego specjalnie po to, aby wykazać przewagę pracy zespołowej skłania do kilku refleksji. Po pierwsze: zdecydowanie najczęściej rezultaty pracy grupowej były lepsze niż pracy indywidualnej. Jednak myślę, że duże znaczenie miała natura zadania: zadanie jakie wykonywano było nierutynowe, wymagało podejścia twórczego i myślenia nieschematycznego, trudno było czerpać z przeszłych doświadczeń. Jednak ile zadań w pracy ma podobny charakter? Myślę, że jednak wiele codziennych zadań jest raczej rutynowych i umożliwiających korzystanie z doświadczeń przeszłości. Być może zatem w wielu wypadkach praca zespołowa jest stratą czasu, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że wiemy co i jak zrobić. Ba, nawet istnieje niebezpieczeństwo (sytuacja pierwsza), że kiedy zaczniemy konsultować nasze pomysły z grupą – grupa postara się nam pokazać, że jesteśmy niespełna rozumu. Zatem jeśli mamy pewność co do rozwiązań (np. dlatego, że sytuacja jest rutynowa) omijajmy grupę z daleka. Po drugie: silny szef. W wielu anegdotach mówi się o dwóch przykazaniach podwładnego. Punkt pierwszy: szef ma zawsze rację; punkt drugi: jeśli szef nie ma racji, patrz punkt pierwszy. W przypadku pracy grupowej okazuje się to prawdziwe. Szef rzeczywiście najczęściej ma rację, nawet jeśli jej w sposób ewidentny nie ma. Nawet wtedy pracownicy niechętnie zwracają uwagę na ten fakt. Ponadto, w sposób istotny, pracę grupową zaburzyć mogą wszystkie osoby uchodzące za autorytety: eksperci, pracownicy dłużsi stażem, naukowcy czy inne osoby, które za autorytet uznamy. Oczywiście bardzo często autorytet ma rację (dlatego zresztą jest autorytetem), jeśli jednak racji nie ma – to i tak wpłynie zniekształcająco na efekty pracy grupowej. Jeśli zatem w naszym miejscu pracy nie ma atmosfery twórczej pracy, kultura zarządzania jest autorytarna, pracownicy nie są zachęcani do brania odpowiedzialności – to praca zespołowa będzie wyjątkowo trudna, by nie rzec – beznadziejna. Po trzecie: grupa to wiele punktów widzenia, wiele dodatkowych informacji, ale i wiele dodatkowych problemów. Te dodatkowe problemy noszą nazwę procesu grupowego. Spróbujmy się zastanowić, co oprócz rozwiązywania zadań, zbierania informacji czyli pracy merytorycznej dzieje się w grupie. W największym skrócie można wskazać na kilka procesów: kształtowania struktury grupy, zmian atmosfery współpracy w grupie, wzrastania lub opadania poziomu konfliktów grupie, kształtowania się norm pracy grupowej. Wszystkie te procesy mogą wpływać i często wpływają na jakość pracy grupowej, często zresztą obniżając jakość wypracowywanych przez grupę rozwiązań. Zespół jest dobry na wszystko.
Na pytanie, czy warto pracować zespołowo odpowiedź zaczyna się tak, jak na większość ciekawych pytań – „to zależy”. Zależy od tego czy:
Jeśli to wszystko potrafimy, to z pewnością praca zespołowa będzie pożytkiem dla nas i firmy. Ale czy naprawdę potrafimy? Jarosław Chybicki Nikt nie wystawił komentarza temu artykułowi.
Możesz być pierwszy! |
|
|
|
Copyright © 2005 ProFirma |
|